Kiedy Sigmund Freud pisał Żałobę i melancholię, próbował zrozumieć szczególny rodzaj cierpienia: taki, który nie wynika z konkretnej straty. Człowiek w żałobie wie, co utracił. Stracił osobę, relację, miejsce w świecie. Może nazwać brak. Melancholik nie potrafi. Freud zauważył coś niezwykłego: melancholia zaczyna się tam, gdzie strata przestaje być widoczna. Coś znika, ale nie wiadomo co. Człowiek czuje, że świat stracił ciężar, sens albo kierunek, ale nie potrafi wskazać momentu, w którym to się stało.
Dlatego melancholia jest trudniejsza niż żałoba. W żałobie świat pustoszeje. W melancholii pustoszeje człowiek.
Melancholik, pisał Freud nie tylko traci zainteresowanie światem. Traci także zainteresowanie sobą. Zaczyna mówić o sobie językiem oskarżenia. Jakby wewnętrzny dialog zamienił się w sąd.
Nie mówi:
– świat mnie zawiódł
mówi:
-to ja jestem niewystarczający
To odwrócenie kierunku bólu jest istotą melancholii.
Dzisiejsza melancholia wygląda inaczej
W gabinetach terapeutycznych często słyszy się dziś zdanie: „czy to wszystko ma sensu”
Freud pisał o utracie osoby, miłości, ideału. Dzisiejsza melancholia częściej dotyczy utraty orientacji.
Ludzie mówią:
mam pracę, ale nie wiem po co pracuję
mam relacje, ale nie wiem, czy coś znaczą
mam możliwości, ale nie wiem, czego chcę
Nie chodzi o brak. Chodzi o brak znaczenia. To różnica zasadnicza.
Melancholia Freuda była związana z utratą obiektu. Współczesna melancholia często pojawia się mimo jego obecności.
Nadmiar bodźców nie chroni przed pustką.
Można by przypuszczać, że świat pełen informacji, obrazów i możliwości powinien zmniejszać poczucie braku. Tymczasem dzieje się odwrotnie. Człowiek współczesny doświadcza raczej przeciążenia niż niedoboru.
Widząc wszystko, trudniej zobaczyć coś ważnego. Mając wiele wyborów, trudniej wybrać kierunek. Będąc stale połączonym, łatwiej czuć się oddzielonym. To, dlatego dzisiejsza melancholia rzadko wygląda jak dramat. Częściej wygląda jak spadek napięcia życia. Nie jak krzyk, ale jak wycofanie.
Bohaterka, która nie boi się końca świata.
Film Melancholia Larsa von Triera pokazuje melancholię w sposób niemal podręcznikowy, choć nie psychologiczny, lecz egzystencjalny.
Justine ma wszystko, co powinno chronić przed smutkiem: miłość, rodzinę, pracę, ślub, przyszłość. A jednak nie potrafi w tym uczestniczyć. Jej wycofanie nie wynika z konkretnej straty. Raczej z niemożności uwierzenia w strukturę świata, która dla innych pozostaje oczywista. Nie chodzi o to, że coś jej się nie udało. Chodzi o to, że nic nie wydaje się naprawdę możliwe. Kiedy pojawia się informacja o planecie zmierzającej ku Ziemi, wszyscy reagują lękiem. Tylko ona nie. Nie dlatego, że jest odważniejsza. Dlatego, że katastrofa nie jest dla niej wydarzeniem zewnętrznym. Ona już wcześniej wydarzyła się w środku.
Melancholia jako forma widzenia.
Freud pisał, że melancholik traci zdolność inwestowania energii w świat. Von Trier pokazuje coś jeszcze: melancholik czasem przestaje wierzyć w obietnice, które organizują życie innych ludzi. W świecie, który opiera się na przekonaniu, że przyszłość będzie lepsza niż teraźniejszość, melancholia jest doświadczeniem radykalnym. To moment, w którym człowiek przestaje ufać tej narracji.
Justine nie panikuje, bo nie spodziewała się, że świat będzie trwał wiecznie. W pewnym sensie jest najbardziej realistyczną postacią w filmie. Nie dlatego, że nie czuje. Dlatego, że widzi inaczej.
Dokąd prowadzi melancholia naszych czasów.
Nie wiemy jeszcze, czy współczesna melancholia jest chorobą epoki, czy jej diagnozą. Możliwe, że jest jednym i drugim.
Żyjemy w świecie, który oferuje więcej niż kiedykolwiek wcześniej, a jednocześnie coraz rzadziej potrafi odpowiedzieć na pytanie: po co.
To nie jest kryzys dobrobytu. To kryzys orientacji.
Jeśli Freud miał rację, melancholia pojawia się tam, gdzie coś zostało utracone, ale nie zostało nazwane. Być może dziś tracimy nie rzeczy ani relacje, lecz opowieść o przyszłości.
A kiedy znika opowieść, znika także kierunek. Nie wiemy jeszcze, dokąd ten świat zmierza. Wiemy tylko, że coraz więcej osób przestaje wierzyć, że zmierza dokądkolwiek.
