W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat tradycyjne religie zaczęły tracić wpływ na życie wielu ludzi Zachodu. Nie oznacza to jednak, że zniknęła potrzeba duchowości. Wręcz przeciwnie. W miejsce religii coraz częściej pojawiają się astrologia, praca z energią, manifestacja rzeczywistości, prawo przyciągania, uzdrawianie wibracjami czy różnego rodzaju kursy rozwoju świadomości.
Dla jednych są one źródłem inspiracji i samopoznania. Dla innych stanowią współczesną formę magicznego myślenia. Psychoanaliza proponuje jeszcze inną perspektywę: zamiast pytać, czy te przekonania są prawdziwe, pyta, jakie potrzeby psychiczne zaspokajają.
Człowiek nie szuka prawdy. Człowiek szuka ulgi
Freud uważał, że wiele ludzkich przekonań rodzi się nie z pragnienia poznania rzeczywistości, lecz z potrzeby poradzenia sobie z lękiem. Śmierć, samotność, przypadkowość życia, utrata bliskich czy poczucie bezsilności należą do najbardziej bolesnych doświadczeń psychicznych.
Jeżeli świat wydaje się chaotyczny, niezwykle kusząca staje się wizja, że „nic nie dzieje się przypadkiem”. Jeśli cierpienie wydaje się niezrozumiałe, atrakcyjne staje się przekonanie, że wszystko ma ukryty sens. Jeśli trudno pogodzić się z własną bezradnością, łatwo uwierzyć, że myśli kreują rzeczywistość.
To właśnie tutaj zaczyna się psychologiczna atrakcyjność wielu idei New Age.
Powrót do dziecięcej wszechmocy
Małe dziecko żyje przez pewien czas w poczuciu, że świat obraca się wokół niego. Gdy jest głodne, pojawia się jedzenie. Gdy płacze, przychodzi opiekun. Psychika rozwija się stopniowo, ucząc się, że świat nie spełnia wszystkich życzeń.
Psychoanalitycy nazywają ten proces rezygnacją z omnipotencji, czyli wszechmocy.
W wielu nurtach New Age można dostrzec częściowy powrót do tego sposobu myślenia. Manifestacja, prawo przyciągania czy przekonanie, że odpowiednia wibracja przyciąga określone wydarzenia, opierają się często na założeniu, że świadomość posiada niemal nieograniczoną moc wpływania na rzeczywistość.
Brzmi to niezwykle atrakcyjnie. Problem polega na tym, że życie nie zawsze współpracuje z naszymi pragnieniami.
Jak wygląda to w gabinecie?
Wyobraźmy sobie trzy sytuacje.
Pierwsza osoba przychodzi na terapię po rozpadzie wieloletniego związku.
Mówi:
„To nie była strata. Wszechświat po prostu zrobił miejsce na coś lepszego.”
Na pierwszy rzut oka brzmi to dojrzale. Jednak po kilku miesiącach okazuje się, że pacjentka nie przeżyła ani smutku, ani żalu, ani złości. Duchowa narracja stała się sposobem uniknięcia żałoby.
Drugi pacjent od lat zmaga się z poczuciem odrzucenia.
Zamiast przyjrzeć się bolesnym doświadczeniom z dzieciństwa, tłumaczy wszystko „złą energią ludzi”. Każdy konflikt interpretuje jako atak toksycznych osób.
Psychoanalitycznie można powiedzieć, że własne nieakceptowane emocje zostały wyprojektowane na świat zewnętrzny.
Trzecia osoba cierpi z powodu przewlekłej choroby.
Słyszy od rozwojowych guru, że choroba jest skutkiem niewłaściwych przekonań lub niskich wibracji.
Oprócz cierpienia pojawia się więc dodatkowo poczucie winy.
Pacjent zaczyna wierzyć, że sam odpowiada za swoją chorobę, ponieważ nie potrafił „myśleć pozytywnie”.
Pseudotranscendencja – duchowość bez konfrontacji
Jednym z najciekawszych zjawisk psychologicznych związanych z New Age jest to, co można nazwać pseudotranscendencją.
Prawdziwa transcendencja wymaga spotkania z własnymi ograniczeniami. Człowiek musi uznać swoją zależność, kruchość, śmiertelność i niepewność.
Pseudotranscendencja działa odwrotnie.
Zamiast przejść przez ból, próbuje się go ominąć.
Zamiast przeżyć żałobę, mówi się o lekcji od wszechświata.
Zamiast zaakceptować bezsilność, mówi się o kreowaniu rzeczywistości.
Zamiast zmierzyć się z konfliktem, mówi się o energii.
Psycholog John Welwood nazwał ten mechanizm „spiritual bypassing” – duchowym obchodzeniem własnych problemów.
Duchowość staje się wtedy nie drogą rozwoju, lecz bardzo wyrafinowanym mechanizmem obronnym.
Mechanizmy obronne ukryte pod językiem rozwoju
W wielu nurtach New Age można odnaleźć klasyczne mechanizmy obronne opisane przez psychoanalizę.
Zaprzeczenie pozwala nie uznawać bolesnych faktów.
Projekcja przenosi własne konflikty na „toksycznych ludzi” lub „negatywne energie”.
Idealizacja tworzy obraz guru, terapeuty lub metody jako rozwiązania wszystkich problemów.
Rozszczepienie dzieli świat na przebudzonych i nieprzebudzonych.
Omnipotencja podpowiada, że odpowiednio rozwinięta świadomość jest w stanie pokonać każde ograniczenie.
Problem polega na tym, że mechanizmy obronne nie rozwiązują konfliktów. One jedynie zmniejszają napięcie.
Dlaczego New Age jest dziś tak popularne?
Odpowiedź może być zaskakująco prosta.
Ponieważ odpowiada idealnie na potrzeby współczesnej kultury.
Żyjemy w świecie, który promuje indywidualizm, samorealizację i nieustanne doskonalenie siebie. Tradycyjne religie wymagają podporządkowania się wspólnocie, zasadom i autorytetowi. New Age proponuje coś znacznie bardziej atrakcyjnego:
„Sam jesteś swoim autorytetem.”
„Masz odpowiedzi w sobie.”
„Możesz stworzyć własną prawdę.”
To duchowość doskonale dopasowana do kultury narcystycznej, opisanej przez Christophera Lascha. Sacrum zostaje przeniesione do wnętrza jednostki.
Nie ma już Boga.
Jest Ja.
Duchowość jako droga na skróty
Być może największa pokusa New Age polega na tym, że obiecuje rozwój bez cierpienia.
Oferuje przebudzenie bez kryzysu.
Akceptację bez żałoby.
Poczucie mocy bez doświadczenia bezradności.
Tymczasem większość szkół psychoterapii i głębokiej duchowości mówi coś odwrotnego.
Nie da się ominąć bólu.
Nie da się przeskoczyć procesu.
Nie da się rozwinąć, nie spotykając własnego lęku, wstydu, agresji czy zależności.
Prawdziwa transformacja nie polega na tym, że przestajemy cierpieć. Polega na tym, że uczymy się cierpienie wytrzymywać i rozumieć.
Być może właśnie tutaj przebiega granica między dojrzałą duchowością a jej uproszczoną, newageową wersją. Pierwsza pomaga człowiekowi spotkać rzeczywistość. Druga często obiecuje, że rzeczywistość można zastąpić bardziej komfortową fantazją.
