Rogers

Jedna rozmowa, która pokazuje, jak rodzi się zmiana w terapii. Carl Rogers i Gloria

Rok 1965

W niewielkim gabinecie naprzeciw siebie siedzą dwie osoby.

Nie wiedzą jeszcze, że ich rozmowa przejdzie do historii psychoterapii.

Po jednej stronie znajduje się Carl Rogers – jeden z najważniejszych psychoterapeutów XX wieku. Człowiek, który wierzył, że ludzie nie potrzebują przede wszystkim rad ani interpretacji. Potrzebują być naprawdę wysłuchani.

Po drugiej stronie siedzi Gloria.

Nie jest pacjentką Rogersa. Jest samotną matką, która zgodziła się wziąć udział w projekcie pokazującym różne style psychoterapii.

Ma około trzydziestu lat. Jest inteligentna, otwarta i jednocześnie bardzo spięta. Wie, że jest nagrywana. Wie, że tę rozmowę będą oglądać tysiące ludzi. A mimo to decyduje się powiedzieć coś bardzo osobistego.

Martwi się o swoją córkę.

Nie wie, czy powinna mówić jej prawdę o swoim życiu uczuciowym i seksualnym. Chce być szczerą matką, ale boi się, że córka będzie ją oceniać.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to rozmowa o wychowaniu dziecka.

Ale Rogers słyszy coś więcej.

Nie odpowiada:

„Powinna pani powiedzieć prawdę.”

Nie odpowiada:

„Nie powinna się pani tym martwić.”

Nie daje rady.

Zamiast tego robi coś znacznie trudniejszego.

Słucha.

I stopniowo pomaga Glorii usłyszeć samą siebie.

W miarę jak rozmowa się rozwija, okazuje się, że problem nie dotyczy wyłącznie córki.

Pod pytaniem o szczerość kryje się znacznie głębszy lęk.

Lęk przed odrzuceniem.

Lęk przed tym, że jeśli ktoś zobaczy prawdziwą Glorię, może przestać ją kochać.

W pewnym momencie Gloria zaczyna mówić również o tym, co dzieje się między nią a Rogersem.

Przyznaje, że chce mu się podobać.

Że zależy jej na jego akceptacji.

Że obawia się jego oceny.

I właśnie tutaj wydarza się coś niezwykłego.

Rogers nie wykorzystuje tej chwili, żeby pokazać swoją wiedzę.

Nie analizuje.

Nie interpretuje.

Nie stawia diagnozy.

Tworzy przestrzeń, w której Gloria może po raz pierwszy zobaczyć własne uczucia takimi, jakie są. Dzisiaj ten moment wydaje się prosty. Ale w latach sześćdziesiątych był rewolucyjny. Psychoterapia często opierała się na autorytecie terapeuty.

Rogers zaproponował coś zupełnie innego. Twierdził, że człowiek  rozwija się najlepiej wtedy, gdy doświadcza trzech rzeczy:

• autentyczności,
• empatii,
• akceptacji.

To właśnie w tej rozmowie można zobaczyć te idee w praktyce.

Nie ma spektakularnych technik.

Nie ma wielkich interpretacji.

Nie ma błyskotliwych diagnoz.

Jest dwoje ludzi.

Jedna osoba mówi.

Druga słucha tak uważnie, że pomaga jej odkryć coś, czego wcześniej nie widziała.

Dlatego ponad sześćdziesiąt lat później terapeuci na całym świecie nadal oglądają tę rozmowę.

Nie dlatego, że Rogers był genialnym mówcą.

Ale dlatego, że pokazał, jak ogromną siłę może mieć prawdziwe spotkanie dwóch ludzi.

Być może właśnie dlatego historia Glorii porusza do dziś.

Bo większość z nas nosi w sobie podobne pytanie:

„Czy jeśli pokażę, kim naprawdę jestem, nadal będę kochana/y?”

A może jeszcze ważniejsze pytanie brzmi:

„Czy ja sam będę potrafił kochać siebie, kiedy pozwolę sobie otworzyć się przed samym sobie?

Tagi: brak tagów

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *