Teorie spiskowe rzadko zaczynają się od faktów. Zaczynają się przeważnie od napięcia.
Od poczucia, że coś się dzieje, ale nie bardzo wiadomo co. Że świat przestaje być przewidywalny. Że ktoś musi za tym stać. W takich momentach pojawia się narracja, która porządkuje chaos: ktoś działa w ukryciu, ktoś manipuluje, ktoś chce nam zaszkodzić.
To nie jest tylko błąd poznawczy. To także mechanizm psychiczny.
Psychoanaliza mówi o nim językiem paranoi – nie w sensie choroby, lecz sposobu organizowania doświadczenia.
Kiedy świat staje się zbyt niejasny
Jedna z najbardziej podstawowych obserwacji psychologii mówi: im mniej wiemy o sytuacji, tym więcej zaczynamy dopowiadać.
Jeśli nie znamy intencji innych ludzi, łatwiej przypisać im złe zamiary. Jeśli nie rozumiemy procesów społecznych, łatwiej uwierzyć, że ktoś nimi steruje. Jeśli nie mamy kontaktu z „innymi”, łatwiej zacząć ich sobie wyobrażać.
Psychologia społeczna opisywała to wielokrotnie. Ale psychoanaliza dodaje do tego jeszcze jeden ważny element: fantazja o obcych bardzo często mówi coś o nas samych.
Historia Europy zna momenty, w których takie fantazje przestawały być tylko słowami. Zaczynały organizować całe społeczeństwa.
Projekcja: kiedy „oni” przejmują nasze emocje
Sigmund Freud opisywał paranoję jako mechanizm oparty na projekcji. Człowiek nie doświadcza swoich impulsów jako własnych – doświadcza ich jako przychodzących z zewnątrz.
Nie „ja czuję agresję”, tylko „oni chcą mnie zniszczyć”.
Nie „ja się boję”, tylko „oni są groźni”.
To niezwykle skuteczna obrona. Pozwala zachować obraz siebie jako niewinnego i racjonalnego. Ale ma swoją cenę: świat zaczyna wyglądać jak miejsce pełne ukrytych wrogów.
Właśnie dlatego paranoiczne sposoby myślenia tak łatwo łączą się z nietolerancją.
„My” czyści, „oni” skażeni
Melanie Klein opisywała bardzo wczesny sposób przeżywania rzeczywistości, który nazwała pozycją paranoidalno-schizoidalną. Świat dzieli się wtedy na dobry i zły, bezpieczny i zagrażający. To, co trudne do zniesienia we własnym wnętrzu, zostaje odszczepione i umieszczone na zewnątrz.
Wtedy inni zaczynają nieść to, czego nie chcemy przeżywać jako własnego: agresję, chaos, seksualność, zawiść, „brud”.
To dlatego język uprzedzeń tak często operuje kategoriami skażenia. „Oni deprawują”, „niszczą”, „zatruwają”, „zagrażają”.
Historia XX wieku pokazuje, do czego prowadzi język, który przestaje widzieć w innych ludzi, a zaczyna widzieć zagrożenie.
Paranoiczny styl myślenia nie jest rzadkością
Richard Hofstadter nazwał to kiedyś „paranoicznym stylem w polityce”. Nie chodziło mu o chorobę psychiczną, tylko o sposób interpretowania świata: przez ukryte spiski, tajne siły, moralne zagrożenie i przekonanie, że za zwykłymi wydarzeniami stoi plan.
Historia zna ten mechanizm bardzo dobrze. Antysemityzm był jednym z najbardziej dramatycznych przykładów takiego myślenia: opowieścią o ukrytej władzy, spisku, zagrożeniu, które rzekomo działało w cieniu.
Takie narracje upraszczają świat.
Z chaosu robią plan.
Z niepewności robią spisek.
Z ambiwalencji robią walkę dobra ze złem.
Osobowość paranoiczna: wrażliwość zamiast pewności
W języku klinicznym mówi się też o osobowości paranoicznej. Nie chodzi w niej o wiarę w jedną teorię spiskową, lecz o trwały sposób przeżywania relacji: nadmierną czujność, trudność w zaufaniu, skłonność do odczytywania neutralnych sytuacji jako wrogich.
Nancy McWilliams zwraca uwagę, że za taką postawą bardzo często stoi głęboka wrażliwość na upokorzenie i zależność. Świat wydaje się niebezpieczny nie dlatego, że ktoś chce być podejrzliwy, ale dlatego, że zależność od innych jest zbyt trudna do zniesienia.
Wtedy łatwiej zobaczyć zagrożenie na zewnątrz niż bezradność w sobie.
Atak na myślenie
Wilfred Bion pisał o sytuacjach, w których napięcie psychiczne staje się tak duże, że człowiek zaczyna unikać myślenia. Nie w sensie braku inteligencji, lecz w sensie unikania złożoności.
Teorie spiskowe często działają właśnie w tej przestrzeni. Wyglądają jak nadmiar wyjaśnień, ale w rzeczywistości redukują niepewność do jednej narracji.
Spisek jest psychicznie łatwiejszy niż przypadek.
Wróg jest łatwiejszy niż ambiwalencja.
Zła intencja jest łatwiejsza niż niewiedza.
Nietolerancja jako obrona
Po II wojnie światowej Theodor Adorno i jego współpracownicy badali zjawisko osobowości autorytarnej. Pokazali, że uprzedzenia często wiążą się z psychiczną potrzebą porządku, hierarchii i jednoznaczności. Tam, gdzie trudno znieść niepewność, łatwiej pojawia się potrzeba wskazania winnych.
Nietolerancja nie zawsze wynika więc z nienawiści. Czasem wynika z lęku przed złożonością świata.
Dlatego tak ważne jest pamiętanie momentów w historii, kiedy język o „ukrytym zagrożeniu” przestawał być metaforą, a zaczynał usprawiedliwiać przemoc wobec konkretnych ludzi.
Co pomaga wyjść z paranoicznego myślenia
Psychoanaliza nie proponuje tu prostych rozwiązań. Raczej opisuje proces dojrzewania psychicznego.
Melanie Klein nazywała go przejściem do pozycji depresyjnej – zdolności uznania, że ten sam człowiek może być jednocześnie dobry i trudny, że świat nie dzieli się na czysto niewinnych i czysto winnych, że także we mnie są uczucia, których nie lubię.
To trudne doświadczenie. Ale bez niego trudno zbudować rzeczywisty kontakt z innymi ludźmi.
Bo im więcej wiemy o innych, tym mniej musimy w nich umieszczać własnych lęków. A im mniej projekcji, tym mniej potrzeby wroga.
I może właśnie dlatego pytanie o teorie spiskowe nie jest tylko pytaniem o wiedzę. Jest także pytaniem o pamięć, o to, czy potrafimy rozpoznać moment, w którym opowieść o „zagrożeniu” zaczyna zastępować spotkanie z drugim człowiekiem.
